wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 1

Wyjęłam pęk kluczy i znalazłam odpowiedni, otwierający drzwi do części dziewczęcej. Szybko wślizgnęłam się do pokoju, rzuciłam na łóżko i zamknęłam oczy.
- Już skończyłaś? Widzę jakaś zmęczona jesteś - rzuciła Bri
- Taa, trochę to potrwało. Było ich więcej niż rok temu.
- A widziałaś tego nowego! Ahh te oczy.
- Podpowiem, że jest dużo "nowych", ale bardzo dobrze wiem o kogo Ci chodzi. Nash Grier.
- Bridget Grier, mmm, pasuje! Muszę się pozbyć mojego nazwiska.
- No moja droga nie przesadzaj! Przypominam iż masz chłopaka.
- Oj wiem, wiem. Chyba mu tego nie powiesz!?
- Haha, panno Grier - spojrzałam na tarczę zegarka, który znajdował się na moim nadgarstku razem ze złotą bransoletką od Camerona -  za pół godziny kolacja. Lucas już jest? Chyba go nie widziałam.
- Tak jest, jest. Cameron nic Ci nie mówił? Ah, oczywiście, że nie. Wiesz dlaczego? Bo to CAMERON!
- On też Cię lubi - wystawiłam język - Tak w ogóle, jak tam po wakacjach. Byłaś gdzieś?
- Tak, tata się uparł, że w tym roku znowu pojedziemy na Karaiby...
- Ale chociaż fajnie było?
- Taa, daleko od przyjaciół, chłopaka i szkoły. Cudownie. A ty co robiłaś?
- Mauritius. Wiesz, błękitna woda, nieziemskie plaże, przystojni chłopcy - rozmarzyłam się
- Cała ty dziewczyno.
- Dobra, nie chce mi się tu siedzieć, schodzimy do jadalni?
- Tak, tak.
Wstałam, przejrzałam się w lusterku i poprawiłam włosy. Szybko podciągnęłam skarpetki i byłam gotowa do wyjścia. Zeszłyśmy schodami do głównego holu, by później zejść na stołówkę. Współczuję nowym. Będą się gubić przez najbliższy miesiąc. Przechodząc przez długi korytarz podziwiałam różnorakie obrazy. Głównie abstrakcje. Gdy znalazłyśmy się na końcu korytarza wyrosły przed nami ogromne drzwi. Pchnęłam je jedną ręką i weszłam do pomieszczenia. Nic się nie zmieniło. Te same ciężkie, białe zasłony, duże stoły. Szybko wypatrzyłam stolik, który zajmowałam od kilku lat. Jako jedyny tutaj zawsze był nakryty. Należał głównie do samorządu szkolnego, ale teraz zajmowałam go ja, Bri, Cameron, Lucas i Nash.
- Cześć - krzyknęłam i usadowiłam się obok Camerona.
- Witam moją księżniczkę - dostałam całusa w policzek od Camerona.
- Widzę, że mamy gościa - uśmiechnęłam się.
- Taa, Cameron nie pozwolił mi usiąść gdzie indziej.
- W takim razie, dziś możesz czuć się lepszy- usłyszałam głos Lucasa.- Właśnie wpadłeś w najlepsze towarzystwo w szkole.
- Czuję się zaszczycony.
- Bo powinieneś - odezwał się Cameron i wszyscy się zaśmialiśmy
- Widzę jedzenie - wskazała Bri palcem na kilka kucharek niosących talerze z posiłkiem.
Każdy z nas dostał porcję. Zjedliśmy wszystko bez wybrzydzania. W trakcie kolacji był ogromny gwar. Wszyscy śmiali się i rozmawiali. Kiedy wszyscy zjedliśmy wróciliśmy do pokoi. Zerknęłam na wyświetlacz telefonu - 21:00 - dosyć późno. Wzięłam z szafy dresy i biały T-shirt z kieszonką. Nie wytrzymam więcej w tym gryzącym, zielonym swetrze. Mogli wymyślić wygodniejsze mundurki. Wstąpiłam do łazienki, poprawiłam makijaż, a włosy spięłam w kucyka. Usiadłam na łóżku i usłyszałam pukanie. Nie w drzwi lecz okno.
- Nareszcie - rzuciłam i wspięłam się na etażerkę. Okno było nad moim łóżkiem. Jednym ruchem ręki otworzyłam je. - Bri idziesz, czy zostajesz?
- Znasz mnie, zostaję.
- Ok jak wolisz, jak jednak zmienisz zdanie,pamiętaj zamknij drzwi.
Szybko się podciągnęłam i znalazłam się na dachu.
- Witam panów.
- No witam,witam.
- Masz? - zapytałam
- Ja bym nie miał, kogo ty się pytasz.
- Moja koleżanka ma jednak fajnego chłopaka - uśmiechnęłam się.- Nash nie przyszedł?
- Nie namawiałem go tak w sumie.
- To bądź dobrym kolegą i zapytaj się go czy chce przyjść.
- Już idę, idę.
- A ty możesz dać zapalniczkę - wskazałam palcem na Lucasa.
Wzięłam od niego zapalniczkę. Włączyłam ją i przez chwilę patrzyłam się na płomień. Dach był jedynym, niepatrolowanym miejscem. W tamtym roku bywaliśmy tu prawie codziennie. Nie tylko po to, żeby zapalić. Po to, żeby móc pogadać o wszystkim, bez ciekawskich spojrzeń. Po to, że czuliśmy się tu swobodnie. A tak na marginesie, bardzo ładny był stąd widok. Zaraz koło mnie usiadł Cameron z Nashem. Zdziwił się, gdy mnie zobaczył. Wiem to.
- Taka grzeczniutka i idealna to ja nie jestem - zwróciłam się do Nasha
- Wiesz, pozory mylą. Ale nadal robisz na mnie pozytywne wrażenie.
- A na kim nie - zapytałam i położyłam głowę na dachówce.

______________________________________________________________________________
Mamy I rozdział, trochę krótki.
CZYTASZ= KOMENTUJESZ

niedziela, 18 maja 2014

Witam

Z tego miejsca chcę Was poinformować, iż zaczynam pisać bloga. Kto czytał moje poprzednie blogi powinien coś wiedzieć na mój temat :)
Wszelkie informacje o mnie, będę podawać tylko, gdy o to poprosicie (zakładając, że będzie ktoś to czytał)
Marzenia.
Julka